Bł Karol de Foucauld

Bł. Brat Karol de Foucauld


”Dobro czyni się nie przez to co się mówi ani co się robi,

ale tym czym się jest i na miarę tego na ile Jezus w nas żyje”.

Karol przychodzi na świat w 1858 roku w zamożnej rodzinie chrześcijańskiej. Już w wieku 6 lat poznaje cierpienie, gdy staje się sierotą. Dziadek, którego bardzo kocha, zabiera go do siebie. Od niego uczy się życzliwości i wspaniałomyślności, ukochania rodziny i ojczyzny. Jemu też zawdzięcza pociąg do nauki i przyrody. Poznaje cierpienie spowodowane wojną w 1870 : zajęcie miasta, które musi opuścić wraz z rodziną. Zamieszkują w Nancy. W tym mieście przyjmuje z wielką gorliwością I Komunię Świętą. Siłą dla Karola jest wiara bliskich, zwłaszcza dziadka i kuzynki Marii, dla której odczuwa wielki podziw. Ona to dzięki swej dobroci i okazywanemu zrozumieniu będzie dla niego pomocą za równo w latach błądzenia, jak i w dalszym życiu. Uczęszcza do liceum w Nancy. Powoli odchodzi od wiary. W 1874 roku zamieszkuje u Jezuitów w Paryżu celem studiowania filozofii. Pragnie poświęcić się karierze wojskowej i wstępuje do szkoły Saint Cyr. Są to lata obojętności. Nie uczy się. Prowadzi życie samotnika, włóczy się, rozczytuje się w literaturze, ale nie znajduje sensu życia. Karol ma 19 lat, kiedy umiera dziadek. Ten wielki ból powoduje, że staje na bezdrożu. Zaniedbuje się. Stale zabawiając się trwoni dziedzictwo dziadka. Rodzina martwi się. Kończy jednak szkołę kawalerii w Saumur w wieku 20 lat i robi krótka karierę wojskową. Później w Nazarecie patrząc na swą przeszłość napisze w jednej z medytacji:

„Oddalałem się, oddalałem się coraz bardziej od Ciebie, Panie mój i moje Życie… I dlatego życie moje stawało się śmiercią, a raczej było już śmiercią w Twoich oczach… I w tym stanie śmierci Ty mnie uchroniłeś…Popełniałem zło, ale go nie pochwalałem ani nie kochałem. Ty sprawiłeś, ze odczuwałem bolesna pustkę, smutek, którego nigdy tak nie doświadczałem jak wówczas. Wracał on co wieczór, gdy znajdowałem się sam w mieszkaniu. On powodował, że byłem milczący i przygnębiony w czasie tak zwanych radosnych uroczystości, które sam organizowałem, ale przezywałem je w milczeniu i bezkresnej nudzie…”

Mając 24 lata Karol opuszcza wojsko i idzie na odkrywanie Maroka. Poważnie studiując przygotowuje się do podróży po kraju wówczas zamkniętym. Umawia się z rabinem Mardocheuszem, który się zgadza zostać jego przewodnikiem. Jest to prawdziwa wyprawa naukowa, pełna niebezpieczeństw. Kończy ją z dużym powodzeniem, gdyż Towarzystwo Geograficzne odznacza go złotym medalem. W czasie tej podróży Maroko podbija mu serce. Jest wzruszony gościnnością ludzi, ich wiarą w Boga i modlitwą. Jednak po powrocie z Maroka w głębi serca nie jest zadowolony. Pisze do swego przyjaciela:

„Nadzwyczaj silna łaska mnie ogarnęła. Poszedłem do Kościoła nie posiadając wiary, a czułem się dobrze jedynie tam. Spędziłem tam długie godziny powtarzając tę dziwną modlitwę: MÓJ BOŻE, JEŚLI JESTEŚ, SPRAW BYM CIEBIE POZNAŁ.”

Idąc za radą swojej kuzynki spotyka się z księdzem Huvelin, cenionym kierownikiem duchownym. Jest to spotkanie decydujące:

Skłaniając mnie do podejścia do konfesjonału, udzieliłeś mi wszelkich dóbr, mój Boże! Skoro istnieje radość w niebie z grzesznika, który się nawraca, to gdy ja przystąpiłem do konfesjonału, zaistniała ona na pewno! Jakiś to dzień błogosławiony! Co za dzień pełen błogosławieństwa! Prosiłem o naukę religii, a on kazał mi uklęknąć, wyspowiadać się i zaraz przyjąć Komunię Świętą.”

Przez całe życie Karol pozostanie w ścisłym kontakcie z ks. Huvelin. Jest zafascynowany zdaniem z pewnego kazania tegoż księdza: „Nasz Pan tak dalece zajął ostatnie miejsce, że nikt nigdy nie zdoła Mu go odebrać”. Od tej chwili myśli już tylko o pójściu śladami Jezusa ubogiego. Za radą ks. Huvelin pielgrzymuje do Ziemi Świętej, co pomaga mu odkryć w konkrecie oblicze Jezusa. Spotyka Go w Betlejem, w Jeruzalem, na Kalwarii w tajemnicy cierpienia. W końcu w Nazarecie uświadamia sobie czym było 30 lat życia Jezusa jako ubogiego cieśli wiejskiego. Nazaret pozostanie już przez całe jego życie ciągłym poszukiwaniem, jak naśladować Jezusa i to go zaprowadzi coraz dalej. „Skoro tylko uwierzyłem, że jest Bóg, zrozumiałem, że nie mogę już żyć inaczej, jak jedynie dla Niego. Nie czułem się powołany do naśladowania Jego Życia publicznego, głoszenia Ewangelii, lecz do naśladowania życia ukrytego życia pokornego i ubogiego cieśli z Nazaretu.”

Wstępuje do zakonu trapistów, czuje się szczęśliwy, ale tęsknota za naśladowaniem Jezusa z Nazaretu wciąż rośnie. Opuszcza trapistów i udaje się do Nazaretu, gdzie 3 lata przybywa jako służący w klasztorze klarysek, mieszkając w szopie i żyjąc bardzo ubogo. Godzinami trwa w cichej adoracji Najświętszego Sakramentu i rozmyślaniu nad Pismem Świętym.

Kiedyś napisze:

„Wydaje mi się, że w Ewangelii nie ma słów, które by zrobiły na mnie głębsze wrażenie i bardziej przemieniły moje życie niż te:” Wszystko co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnie uczyniliście”(Mt,25,40). Jeżeli sobie uświadomimy, ze są to słowa Prawdy niestworzonej, słowa wypowiedziane przez te same usta, które rzekły: „TO JEST CIAŁO MOJE, TO JEST KREW MOJA…” to jakaż siła pobudza nas, byśmy szukali i kochali Jezusa w tych „najmniejszych, w grzesznikach, w ubogich…”

Coraz lepiej rozumie, że kochać Jezusa to wejść w Jego zbawcze dzieło i naśladując Go stać się bratem wszystkich, a przede wszystkim tych, którzy nie znają jeszcze Miłości Chrystusowej. W wieku 43 lat przyjmuje święcenia kapłańskie:

„To życie Nazaretu trzeba prowadzić nie w ukochanej Ziemi Świętej, ale wśród dusz najbardziej chorych, owieczek najbardziej opuszczonych. Tę Boską Ucztę, której kapłanem się staję nie powinno się odprawić dla braci, rodziców, bogatych sąsiadów, lecz dla kulawych, ślepych, ubogich, najbardziej opuszczonych, którym brak kapłanów.”

Wyjeżdża na Saharę i zamieszkuje w Beni-Abbes, blisko granicy z Marokiem, które tak ukochał. Karol pragnie być bratem wszystkich:

„Chcę przyzwyczaić wszystkich mieszkańców – chrześcijan, muzułmanów, żydów do tego, by mnie uważali za brata. Oni zaczynają nazywać dom „fraternite” i jest mi to bardzo miłe.”

Z czasem wyrusza w głąb pustyni, odbywa niezliczone podróże pieszo przez pustynie. Zamieszkuje miedzy Tuaregami w Tamanrasset. Karol poznaje ich kulturę i z szacunku i miłości podejmuje się wielkiej pracy lingwistycznej, przekazując historii i duszę ludu tuareskiego. Z biegiem lat umacnia się przyjaźń miedzy nimi.  Uważa ich za braci i żyjąc wśród nich staje się jednym z nich. Od  dłuższego czasu czuje, że powinna powstać nowa rodzina zakonna. Jest jednak sam:

„Marzę o czymś bardzo prostym, o czymś zbliżonym do najprostszych gmin chrześcijańskich wpierwszych wiekach Kościoła… Prowadzić życie Nazaretu w pracy i kontemplacji Jezusa… Mała rodzina, mała domowa wspólnota, jak najprostsza, jak najmniejsza…

,,Żadnego szczególnego ubioru - jak Jezus w Nazarecie; nie mniej niż osiem godzin pracy dziennie (o ile możności ręcznej) - jak Jezus w Nazarecie; ani rozległych posiadłości, ani okazałych siedzib, ani wielkich wydatków, ani nawet hojnych jałmużn, ale skrajne ubóstwo we wszystkim - jak Jezus wNazarecie. Jednym słowem we wszystkim twym wzorem - Jezus w Nazarecie.

Reperkusje I Wojny Światowej dochodzą do Afryki. Wieczorem 1 grudnia 1916 roku, br. Karol pozwala się chwycić nie stawiając oporu grupie zbrojnych nomadów. Zostaje związany i ograbiony, a następnie zabity. Przyjmuje śmierć jak prawdziwy uczeń Tego, który milczał w czasie Swej Męki, w całkowitym osamotnieniu. Wszak brat Karol często rozważał mękę Jezusa pragnąc podążyć za Nim drogą męczeństwa:

Myśl o tym, że masz umrzeć jako męczennik, odarty ze wszystkiego, rozciągnięty na ziemi, nagi, nie do rozpoznania, pokryty krwią i ranami, gwałtownie i boleśnie zabity … i pragnij, by to się stało dzisiaj.”

Od 1929 roku ciało br. Karola spoczywa w El Golea , a chrześcijanie wszystkich krajów i kultur usłyszeli i słyszą nadal to wezwanie do życia według Ewangelii, tak zrodziły się wspólnoty i stowarzyszenia kapłańskie, zakonne, świeckie tworzące duchowa rodzinę Karola od Jezusa.

„Jeżeli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię  nie obumrze pozostanie samo,

jeśli obumrze, przynosi owoc obfity….”

 

Zobacz też: